O mnie

Nazywam się Robert Szuster i od kilkunastu lat spędzam wolne weekendy w Beskidach. Nie jestem przewodnikiem ani ratownikiem, nie mam za sobą kursów wspinaczkowych ani odznak, którymi mógłbym się tu pochwalić. Jestem facetem po czterdziestce, który w piątek wieczorem pakuje plecak, a w sobotę o szóstej rano parkuje pod Korbielowem albo w Węgierskiej Górce.

Ten blog jest zapisem tego, co sam przeszedłem. Nie zamierzam pisać o trasach, których nie mam w nogach.

Gdzie chodzę

Beskid Żywiecki to mój teren podstawowy. Pilsko (1557 m) i Romankę (1366 m) znam z każdej pory roku, Halę Rysiankę i Halę Boraczą mam przechodzone tyle razy, że przestałem liczyć. Do tego Beskid Śląski ze Skrzycznem (1257 m) i Stożkiem oraz Beskid Mały, który większość ludzi omija, moim zdaniem niesłusznie.

Drugi kierunek to słowackie Tatry Niżne. Jeżdżę tam, odkąd zorientowałem się, ile kosztuje spokój po drugiej stronie granicy. Ďumbier (2046 m), Chopok (2024 m), Kraľova hoľa (1948 m) – trasy porównywalne z tym, co dzieje się w Tatrach Wysokich, przy ułamku tłoku. W sierpniu na grzbiecie Niżnych Tatr potrafię przez godzinę nie spotkać nikogo.

Zakopanego unikam. To nie poza ani manifest, po prostu nie lubię stać w kolejce do łańcuchów.

Czego tu nie znajdziecie

Nie piszę rankingów w rodzaju „dziesięć szczytów, które musisz zdobyć”. Nie opisuję sprzętu, którego nie miałem na sobie przez cały sezon. Jeżeli w tekście pojawia się czas przejścia, to jest mój czas: z przystankami na zdjęcia, z zadyszką na podejściu pod Halę Miziową i z tym, że schodzę wolniej, niż wchodzę, bo kolana mam swoje lata.

Nie jestem też od porad ratowniczych. Kiedy piszę o bezpieczeństwie, opieram się na tym, co podaje GOPR i służby lawinowe, i zawsze piszę Wam, skąd to wiem.

Dwuletnia przerwa

Między 2023 a 2025 rokiem nie opublikowałem tu prawie nic. Powód jest prozaiczny: budowaliśmy dom. Najpierw formalności i kredyt, potem stan surowy, na końcu wykończenie i ogród, który do dziś nie jest gotowy.

W góry chodziłem przez cały ten czas. Beskidy, Niżne Tatry, raz Babia Góra (1725 m) z bratem. Zbierało się to w telefonie: kilkaset zdjęć i notatki z tras, których nigdy nie przepisałem. Teraz nadrabiam.

Część wpisów jest datowana wstecz. Nie po to, żeby udawać, że pisałem na bieżąco, ale żeby archiwum układało się chronologicznie i dało się do niego wrócić.

Jak powstają wpisy

Wszystko zaczyna się od notatki zrobionej w telefonie na szlaku: godzina wyjścia, pogoda, stan znaków, ile kosztowała herbata w schronisku. Siadam do tego dopiero wieczorem w tygodniu, zwykle kilka dni po powrocie.

Ceny i godziny otwarcia sprawdzam przed publikacją, bo starzeją się najszybciej. Jeżeli coś zmieniło się od mojego wyjścia, dopisuję to w tekście, zamiast udawać, że nadal jest aktualne.

Czytam dziś swoje wpisy z 2023 roku trochę ze wstydem, bo pisałem jednym ciągiem, bez śródtytułów i bez litości dla czytającego. Nie kasuję ich. Zostają jako punkt odniesienia.

Jeśli zauważycie, że gdzieś się mylę, napiszcie do mnie. Poprawię i dopiszę, komu to zawdzięczam.