W tym artykule (3)
Dawno nic nie pisałem na bloga. Ostatni wpis poszedł w marcu 2023, dziś mamy grudzień 2025 — prawie trzy lata przerwy. Wracam, ale zanim zacznę z relacjami, jedno wyjaśnienie się Wam należy.
Te dwa i pół roku zajęła mi budowa domu. Brzmi banalnie, bo każdy, kto kiedyś budował, wie, jak to wygląda. Pierwszy rok to były formalności — działka, projekt, kredyt. Drugi rok — wszystko, co z banku dostałem, poszło w stan surowy. W trzecim, w którym jesteśmy do dziś, robimy wykończenie i ogród. Mała robota, której końca jakoś nie widać.
W tym czasie góry mnie nie opuściły. To akurat mogę powiedzieć z czystym sumieniem — chodziłem dalej. Po Beskidach, kilka razy w Niżne Tatry, raz na Babią Górę z bratem. Tylko że zamiast wieczorem siadać do laptopa i pisać, padałem na kanapę po kolejnym dniu na budowie, oglądałem zdjęcia w telefonie i mówiłem sobie, że artykuł napiszę w najbliższy weekend. Weekendy szły na płytki, fugi, malowanie sufitu i wynoszenie gruzu. I tak mi to leciało dwa lata.
Co zostało po tych dwóch latach
Trzy rzeczy, których wcześniej nie miałem.
Po pierwsze — ponad pięćset zdjęć z tras, których nigdzie nie pokazałem. Część leży w chmurze, część na starym dysku, większość mam zachowanych w telefonie po datach. Pilsko zimą 2024, Kralova hola wiosną, dwa wyjazdy w Niskie Tatry, Skrzyczne pod śniegiem. Materiał na kilkanaście wpisów, bez ruszania się z domu.
Po drugie — notatki. Mam taki nawyk, że na szlaku zapisuję sobie w telefonie krótkie wzmianki. Czas przejścia, gdzie skręca szlak, co działało w schronisku, co nie. Pisałem to dla siebie, żeby nie zapomnieć. Po dwóch latach mam folder z dwudziestoma kilkoma takimi notatkami i każda nadaje się na artykuł.
Po trzecie — perspektywa. Kiedy chodzi się po górach co tydzień, łatwo wpaść w rutynę. Po dwóch latach, kiedy weekendowa wycieczka stała się luksusem, a nie codziennością, każde wyjście waży się trochę inaczej. Zaczynam dostrzegać to, czego wcześniej nie zauważałem — ciszę o świcie, szelest świerków pod wiatrem, własny oddech.
Co znajdziecie tu w najbliższych miesiącach
Plan jest taki, że nie nadrabiam wszystkiego naraz. Idziemy chronologicznie. Najpierw zimowe wyjścia z 2024 i 2025, potem wiosenne, letnie, jesienne. Wpisy będą datowane wstecz — nie po to, żeby udawać, że pisałem na bieżąco, ale żeby się logicznie układały w archiwum. Nie ma sensu publikować dziś relacji z Pilska zimą 2024 z datą grudzień 2025. Wyglądałoby to dziwnie i sam bym się gubił.
Będę próbował trzymać tempo jednego, dwóch wpisów tygodniowo. Dom jeszcze nieskończony, ale najgorsze za nami. Wieczorami mam już chwilę, żeby usiąść i wreszcie spisać to, co z gór wyniosłem.
Bloga przy okazji odświeżyłem. Stare wpisy z 2023 zostały — czytam je dzisiaj trochę ze wstydem, bo pisałem wtedy jednym ciągiem bez śródtytułów, z zapałem człowieka, który właśnie odkrył, że istnieje Beskid Mały. Zostawiłem je takimi, jakimi były, poprawiłem tylko opisy SEO i tytuły, żeby się trochę lepiej znajdowały w Google. Poza tym nowy szablon. Mam nadzieję, że czyta się lepiej niż na poprzednim.
Pierwszy konkret — za tydzień
Najbliższy wpis pójdzie za jakieś dziesięć dni — relacja z grudniowego Pilska. Szlak czerwony z Korbielowa, z pominięciem stoku narciarskiego. Wszystko, co zapisałem sobie na szlaku przed dwoma tygodniami, trafi do tego wpisu. Łącznie ze zdjęciem oszronionych świerków, które otwiera dzisiejszy artykuł — choć akurat to konkretne zdjęcie nie jest moje, bo telefon mi padł na zejściu. Atmosfera była jednak dokładnie taka.
A poza tym — dziękuję, że ktokolwiek tu jeszcze zagląda. Sprawdziłem analytics i okazało się, że ostatni miesiąc miał na blogu więcej wejść niż cały drugi kwartał 2023, a ja przecież w tym czasie nie napisałem ani jednej linijki. Najwyraźniej Google pamięta dłużej niż ja. Albo Wy.
Do zobaczenia na szlaku.
