Raki zimowe ułożone na zaśnieżonym szlaku górskim przy zimowej trasie
Sprzęt

Raczki, raki, raki przewieszone — kiedy potrzebujesz których

Trzy pary z mojej szafy i konkretne sytuacje, w których każdej używam. Beskidy zimą, Tatry Słowackie w lutym i jeden dzień z rakami przewieszonymi na Dumbierze.

W tym artykule (4)
  1. Mikrokolce — Beskidy zimą
  2. Raki 12-zębowe — Tatry Słowackie w lutym i marcu
  3. Raki przewieszone — jeden dzień w roku
  4. Co kupiłbym dziś, zaczynając od zera

W szafie przy drzwiach mam trzy pary. Leżą jedna na drugiej i przez większość roku nikt ich nie rusza, bo nie ma potrzeby. W listopadzie zaczynam patrzeć na prognozy i zastanawiać się, co wziąć na dane wyjście — i pytanie jest zawsze to samo: czy wystarczą mikrokolce, czy potrzebne są raki, czy w ogóle którekolwiek z nich będą potrzebne. Przez pierwsze lata zdarzało mi się zabrać za dużo albo za mało — raz pojechałem na Dumbier z mikrokolcami i zawróciłem po godzinie, bo zbocze po poprzednich odwilżach było twardo zaledenione i nie miałem raków; innym razem zabrałem raki przewieszone na Magurkę Wilkowicką i nosiłem je przez cały dzień w plecaku bez użycia jak kawał niepotrzebnego żelaza. Teraz mam to w miarę poukładane i wiem, kiedy co brać. Ale zanim doszedłem do tego systemu, popełniłem całkiem sporo błędów, które kosztowały mnie albo zawrócone wyjście, albo niepotrzebny ciężar.

Piszę o tym, bo pytania o sprzęt zimowy wracają regularnie — czy wystarczą raczki, czy potrzebne są raki, co to są te raki przewieszone i czy normalny turysta górski w ogóle ich potrzebuje. Nie ma jednej odpowiedzi pasującej do każdej sytuacji, ale jest parę zasad i rozróżnień, które działają u mnie od kilku sezonów. Opisuję to od konkretnych par, które mam, nie od abstrakcyjnych kategorii ze sklepowego opisu. Zacznę od najczęściej używanej.

Mikrokolce — Beskidy zimą

Para pierwsza to Hillsound Trail Crampon — mikrokolce z szesnastoma małymi zębami ze stali, osadzonymi na elastycznej gumowej platformie zakładanej na but jak kalosz. Ważą razem niespełna czterysta gramów i bez problemu mieszczą się w bocznej kieszeni plecaka. Zakładanie zajmuje może trzydzieści sekund, zdejmowanie podobnie — i to jest ich największa zaleta przy zmieniających się warunkach terenowych, kiedy raz idzie się przez ubity śnieg, raz przez oblodzony kamień, raz przez błoto.

Używam ich w Beskidach od listopada do marca. Na oblodzonych ścieżkach leśnych, na szlakach z korzeniami pokrytymi lodem, na kamienistych zejściach przy ujemnych temperaturach, gdzie jeden niepoważny krok kończy się na pośladkach albo gorzej. To jest ich naturalne środowisko. Na oblodzonym podejściu z Bystrej Krakowskiej na Magurkę Wilkowicką w lutym mikrokolce robią całą robotę i nic więcej nie trzeba. Na dojściu na Baranią Górę od strony Wisły w grudniu — identycznie. Na szlaku przez Hala Lipowską na Pilsko w marcu, kiedy śnieg jest mokry i zbity, ale nie lodowy — tak samo.

Gdzie mikrokolce się nie sprawdzają i gdzie ta różnica jest naprawdę ważna: na twardym firnie powyżej 1500 metrów, na zalodzonych trawersach w Tatrach, na stoku nachylonym powyżej trzydziestu stopni z twardą pokrywą, którą wiatr dobrze ubił przez noc. Tam zęby mikrokolców są za krótkie i za miękkie — wchodzą w powierzchnię, ale nie trzymają pewnie. To jest granica tego sprzętu i trzeba ją znać, bo nieznanie jej to najczęstsza przyczyna wypadków na zimowych beskidzkich szlakach: ktoś idzie w mikrokolcach, bo w grudniu mu wystarczyły przy miękkiej pokrywie, i nie zdaje sobie sprawy, że w lutym na tym samym szlaku po kilku mrozach jest zupełnie inny śnieg.

Cena: Hillsound Trail Crampon to jakieś trzysta złotych w chwili, gdy je kupowałem. Mam je od czterech sezonów i jedyna interwencja, jaka była potrzebna, to wymiana jednej gumki mocującej, która pękła po trzecim roku. Koszt naprawy: dwa złote w sklepie budowlanym. Sprzęt na wiele sezonów bez specjalnej obsługi.

Raki 12-zębowe — Tatry Słowackie w lutym i marcu

Para druga to raki półautomatyczne dwunastozębowe — Petzl Vasak, z plastikowym wiązaniem z tyłu i śrubą regulacyjną z przodu. Zakładanie przy pierwszym razie trwa może dwie minuty, po kilku wyjściach spada do kilkudziesięciu sekund na but. Waży para może z kilogram — nie są lekkie, ale są pewne i wielosezonowe. Moje mają pięć lat i wyglądają prawie jak nowe z wyjątkiem lekko wytartych czubków przednich zębów, co jest absolutnie normalne po sezonach na mieszanym terenie.

Raki wyciągam ze szafy, kiedy planuję wyjście w Tatry Słowackie grzbietem między lutym a połową kwietnia — i to jest moja twarda zasada, od której nie odstępuję. Konkretnie: grzbiet Niskich Tatr między Lukową a Chopkem, podejście na Dumbier ze strony Štefánikowej Polany z odcinkami firnu, trawers na podejściu pod Kralową Holą, każde wyjście powyżej 1700 metrów w marcu, gdy warunki są nieznane. Tam jest firn i lód — prawdziwy, twardo ubity, niekiedy na boku i pod kątem. Mikrokolce na tej pokrywie nie trzymają. Raki trzymają.

Zasada, do której doszedłem po kilku wyjściach: zakładam raki już przy samochodzie albo przed wyjściem z parkingu przy dolnej stacji, jeśli wiem, że grzbiet będzie twardy. Nie na przełęczy po dwóch godzinach marszu, kiedy zimno i nogi już pracują. Zakładanie raków zmarzniętymi rękoma przy wietrze na grzbiecie to strata czasu i nerwów — wymaga zdjęcia ciepłych rękawic, pochylenia się, zapiecia klamr w konkretnej kolejności i sprawdzenia, czy wszystko pewnie siedzi. Wolę to zrobić raz, spokojnie, przy samochodzie.

Jeden ważny szczegół, który mi zajął dwa sezony żeby go przyswoić praktycznie: raki muszą być dobrze dopasowane do konkretnego buta, który nosisz. Vasak jest kompatybilny z szeroką gamą turystycznych butów trekkingowych z twardszą podeszwą — ale trzeba to sprawdzić fizycznie. Za luźno osadzony rak to rak, który przejedzie się po oblodzonej pokrywie zamiast w nią wbić. Przy pierwszym zakupie raków: bierz but do sklepu i zakładaj na miejscu, nie ufaj opisom ze strony ani wskazaniom rozmiaru z tabelki.

Vasak kosztował mnie jakieś pięćset złotych kilka lat temu. Wiem, że są tańsze opcje — i są też droższe o kolejnych trzysta, czterysta złotych. Z doświadczenia: nie kupuj raków najtańszych. Aluminium zębów w najtańszych parach bywa miękkie i szybko się ściera na skałach wychodzących spod śniegu wiosną. Dołożenie stówy ponad minimalne ceny daje sprzęt na kilka sezonów bez szukania nowego.

Raki przewieszone — jeden dzień w roku

Para trzecia to raki przewieszone — front-pointy z możliwością wspinaczki lodowej i mieszanej, zakupione kilka lat temu przy okazji kursu zimowego, kiedy przez chwilę myślałem, że będę chodził intensywniej w Tatry Wysokie w zimie. Nie wyszło z tego tyle, ile planowałem, i raki przewieszone przez większość roku leżą w tej szafie i czekają na swoje pięć minut.

W sezonie 2024 użyłem ich jeden raz: wyjście na Dumbier z Polany Štefánikowej w marcu, przy wyjątkowo złych warunkach — twarda pokrywa firnowa, nachylony trawers ze sporą ekspozycją na prawo w dolinie, lód a nie miękki firn. To było wyjście, na którym zwykłe raki 12-zębowe technicznie dałyby radę — ale przewieszone były wyraźnie wygodniejsze i pewniejsze na stromym odcinku tuż pod szczytem Dumbiera, gdzie nachylenie było większe niż na zdjęciach. Raz użyłem przednich zębów jak przy wspinaczce lodowej — nie dlatego, że inaczej się nie dało, ale dlatego, że dały mi pewność kroku w miejscu, gdzie jej nie chciałem stracić.

Raki przewieszone wymagają twardego buta — i to jest warunek, którego nie da się obejść. Nie turystyczny softshellowy but do beskidzkich szlaków, nie lekki trekkingowy but ze skóry. Twardy but z wyraźną platformą, kompatybilny z systemem wiązań automatycznych lub półautomatycznych z metalową poprzeczką. Bez odpowiedniego buta raki przewieszone albo w ogóle nie siedzą, albo siedzą, ale miękka podeszwa się ugina i cały sens front-pointów odpada. Sprawdzaj kompatybilność buta z rakami przed zakupem — to nie jest kwestia gustu.

Dla normalnego turysty górskiego chodzącego po Beskidach i Niskich Tatrach: raki przewieszone nie są potrzebne. Mogę to powiedzieć spokojnie, bo sam je mam i używam raz w roku, i wiem, że bez nich dałbym radę na większości tych wyjść z rakami 12-zębowymi. Kupowałem je przed sezonem z myślą o Tatrach Wysokich, które w praktyce wychodzą mi raz na sezon. Jeśli chodzisz po Beskidach i Niskich Tatrach — wystarczą mikrokolce i raki zwykłe. Resztę zostawiaj na etap, kiedy naprawdę będziesz tego potrzebował.

Co kupiłbym dziś, zaczynając od zera

Gdybym miał dziś kupować od początku, bez żadnego zimowego sprzętu, schemat byłby prosty: na początku tylko mikrokolce. Hillsound albo Kahtoola KTS — cokolwiek solidnego w tym segmencie. Używałbym ich przez dwa, trzy sezony w Beskidach i obserwował, dokąd mnie ciągną góry. Czy zostaję na oblodzonych szlakach leśnych i grzbietowych beskidzkich, czy zaczyna mnie pociągać Słowacja zimą.

Kiedy zacząłbym regularnie wyjeżdżać na grzbiety Niskich Tatr między lutym a majem — dorzuciłbym raki 12-zębowe. Niekoniecznie Vasak od razu; są tańsze marki robiące solidny sprzęt. Ważne, żeby były półautomatyczne lub automatyczne, z możliwością regulacji długości między rozmiarami — raki bez regulacji to kłopot, gdy masz dwa różne buty albo but zmienił się o jeden rozmiar między sezonami.

Raki przewieszone zostawiłbym na etap trzeci i warunkowy — wtedy, kiedy regularne zimowe wyjścia zaczęłyby mnie uwierać w swoich limitach i chciałbym zaangażować się w bardziej techniczny teren z prawdziwym lodem i ekspozycją. Większość tras, o których piszę tutaj, ich nie wymaga i nie ma sensu kupować sprzętu, który będzie leżeć w szafie przez dziesięć miesięcy w roku, zanim faktycznie zmieni się zakres wyjść.

I jeszcze jedno, które nie zmienia się niezależnie od tego, którą parę mam na nogach: czekan. O nim będzie osobny wpis, bo to większy temat — ale przy Tatrach Słowackich zimą, niezależnie od raków, czekan w ręce to nie gadżet. To narzędzie, które przy jednym złym momencie na twardej pokrywie robi różnicę między ślizganiem się i zatrzymaniem.

Na koniec jedna rzecz, która jest bardziej o głowie niż o sprzęcie: najlepsza para raków czy mikrokolców to taka, którą wiesz jak i kiedy zakładać, i z którą wychodzisz na czas — zanim zejście zrobi się techniczne i sytuacja wymaga działania zamiast myślenia. Widziałem na szlakach w Tatrach Słowackich turystów stojących na zalodzonym trawerzie i próbujących założyć raki na stoku, z zamarzniętymi palcami i narastającą paniką. To nie jest moment, w którym chcesz uczyć się obsługi nowego sprzętu ani decydować, czy to na pewno ten model co trzeba. Zakładaj raki nisko, zakładaj je zawczasu, zakładaj je pewnie. Sprawdzaj dopasowanie w domu przed sezonem. Reszta jest wtórna i rozwiąże się sama przy pierwszych kilku wyjściach.