W tym artykule (4)
Wyjechałem z Bielska o szóstej rano. Parking w Korbielowie był już w połowie zajęty — to oznaka, że nawet w tygodniu Beskid Żywiecki przyciąga ludzi. Zaparkowawszy, napiłem się kawy z termosu i ruszyłem przed siódmą. Cel: trzy hale, powrót do samochodu do szesnastej.
Hale beskidzkie — Boracza, Rysianka, Lipowska — są odrębne charakterem mimo że łączy je jeden grzbiet. Każda ma własne schronisko, własny widok, własne tempo turystów. Zrobienie ich wszystkich trzech naraz to coś, o czym myślałem od dawna — w końcu się złożyło.
Etap pierwszy: Hala Boracza 1175 m
Szlak z Korbielowa na Boracze idzie przez las przez pierwsze dwie godziny — ekspresowo przez bukowy las, potem przez regieł górny ze świerkami. Nie ma tu nic spektakularnego aż do momentu gdy las się otwiera i wychodzimy na halę. Wtedy widok robi swoje.
Hala Boracza to rozległa polana ze schroniskiem PTTK po zachodniej stronie. Schronisko jest stare i ładne — drewniane, z werandą, czynne całe lato. Zupa na Boraczej: 20 złotych. Herbata: 9 złotych. Zjadłem tam drugie śniadanie i ruszyłem dalej przed dziesiątą.
Z Boraczej na Rysiankę grzbietem jest mniej więcej czterdzieści minut. Szlak idzie przez łąki i małe lasy, z widokami na południe — Babia Góra 1725 m wyraźna przy dobrej pogodzie. W lipcu trawy są zielone do kolan po bokach ścieżki, ale sama ścieżka sucha.
Hala Rysianka 1322 m
Rysianka jest wyżej i ma lepszy widok niż Boracza. Stąd widać Pilsko 1557 m w pełnej krasie — masywny, kopułasty, spokojny latem. Na Rysiankę chodzi więcej turystów — przy tamtejszym schronisku jest też parking dla tych, którzy podojeżdżają autem z Miłówki przez drogi leśne.
Schronisko PTTK na Rysiankach jest większe niż to na Boraczej — jadłem tu kiedyś znakomitą kwaśnicę za 22 złote. Tym razem było zapełnione po brzegi grupą szkolną, więc ograniczyłem się do zakupu wody i ruszyłem dalej.
Tuż pod Rysiankami jest punkt widokowy na Romankę 1366 m — kolejny szczyt grzbietu, do którego można zejść w inne wyjście. Tym razem nie; plan była Lipowska i powrót.
Hala Lipowska i zejście
Z Rysianki na Lipowską idzie się przez Przełęcz Lipowską — w sumie godzina spokojnym tempem. Lipowska jest nieco niżej i mniej turystyczna — schronisko jest tu mniejsze, czynne w weekendy i przy dobrej pogodzie w tygodniu. Gdy dotarłem, był tu spokój — kilka osób na trawie, jedna rodzina z dziećmi.
Zjadłem obiad właśnie tutaj — pierogi ruskie za 23 złote i herbatę za 9 złotych. Czas: dwunasta trzydzieci. Było cicho, słońce, wiatr z południa. Siedziałem tam czterdzieści minut i myślałem o niczym szczególnym.
Zejście z Lipowskiej do Korbielowa zajęło dwie godziny. Szlak schodzi przez las, miejscami błotnisty przy potoku. Kijki tutaj pomagają — kilka razy musiałem balansować przy śliskich korzeniach.
Podsumowanie trasy i co zabrać
Łącznie: osiem godzin w ruchu, razem z przerwami jakieś dziewięć i pół. Przewyższenie w górę około 1100 metrów. Trasa trudna — nie technicznie, ale długością i akumulowanym zmęczeniem nóg. Na takie wyjście potrzebujesz:
- Co najmniej dwa litry wody — na Rysiankach można uzupełnić w schronisku
- Jedzenie na cały dzień poza posiłkami w schronisku — schroniskowe jedzenie jest dobre, ale kosztuje i nie zawsze dostaniesz stół
- Kijki trekkingowe — przy mokrych korzeniach na zejściu z Lipowskiej zdecydowanie pomagają
- Warstwa na wiatr — na Rysiankach wieje prawie zawsze, lipiec nie jest wyjątkiem
- Naładowany telefon — na grzbiecie jest zasięg, poniżej lasu bywa słabo
Byłem w tym rejonie kilkanaście razy — raz na Boraczej, kilka razy na Rysiankach, raz na Lipowskiej. Połączenie ich wszystkich w jeden dzień jest bardziej satysfakcjonujące niż każda z osobna. Nie dlatego że dłużej, ale dlatego że widzisz ten grzbiet jako całość — jego rytm, zmiany widoku, kolejne schroniska. Trasa ma sens jako całość.


