Grzbiet Roháčów — widok na zachodnie Tatry
Tatry Słowackie

Western Tatras — Roháče w trzy dni

Roháče to część Tatr, o której Polacy mówią rzadziej niż powinni. Trzy dni, 45 kilometrów, zero kolejek.

W tym artykule (5)
  1. Dzień pierwszy: Dolina Roháčska — wejście przez las
  2. Dzień drugi: grzbiet Roháčów
  3. Sprzęt na grzbiet
  4. Dzień trzeci: zejście przez Dolinkę Spaloną i powrót
  5. Praktyczne informacje

Pierwszy raz trafiłem do Roháčów przez przypadek. Miałem wolny weekend w sierpniu, Zakopane odpuściłem z zasady, a słowacka strona zawsze oferuje coś ciekawszego niż tłok na Kasprowym. Znajomy polecił Roháče jednym zdaniem: „idź tam, zanim wszyscy odkryją”. Pojechałem. I wróciłem dwa lata później, tym razem na trzy dni.

Roháče leżą w zachodniej części Tatr Słowackich, na zachód od Doliny Oravickej. Grzbiet ciągnie się ponad dziesięć kilometrów, a najwyższy punkt — Volovec — sięga 2063 m n.p.m. Nie są to Tatry Wysokie, ale nie ma tu też tej samej masy turystów. Szlaki prowadzą przez trawy alpejskie, skały i widoki, które w lipcu czy sierpniu potrafią zaprzeczyć wszystkiemu, co sądzi się o zatłoczonej słowackiej stronie gór.

Dzień pierwszy: Dolina Roháčska — wejście przez las

Bazę wypadową najłatwiej zorganizować w Zubercu — małej miejscowości przy wjeździe do doliny. Parking płatny, około 5 euro za dobę, ale jest gdzie zostawić samochód. Stąd szlak czerwony prowadzi w górę Doliny Roháčskiej przez las świerkowy — tu nie ma dramatycznych widoków przez pierwsze dwie godziny, jest za to cień, co w sierpniowy upał stanowi argument nie do odrzucenia.

Dolinę zamyka Schronisko Roháčska chata (ok. 1600 m n.p.m.) — to tu nocuję pierwszego wieczoru. Miejsc zwykle jest, ale w szczycie sezonu lepiej zadzwonić wcześniej. Nocleg kosztuje 20–25 euro od osoby, jedzenie na poziomie: gulasz z dziczyzny za 12–13 euro, kapustnica za 8 euro, piwo lokalne za 3 euro. Kuchnia prosta i sycąca — dokładnie tego trzeba po podejściu.

Pierwszy dzień to spokojne sześć godzin w terenie, razem z podejściem i rozejrzeniem się po dolinie. Wieczór przy stole na zewnątrz — trzy inne pary, jedna słowacka, jedna czeska — i jest cicho. Widok na dolinę, zapach świerków, nikt nie sprawdza telefonu. Tak powinny wyglądać sierpniowe wieczory w górach.

Dzień drugi: grzbiet Roháčów

To jest serce całej wycieczki. Ze schroniska na grzbiet prowadzi podejście przez kamienne żleby — nie ma tu ferrat, ale miejscami trzeba trzymać się rękoma. Nic dramatycznego dla kogoś, kto ma kilka sezonów w górach za sobą, ale nie jest to spacer dla debiutantów w solidnych butach miejskich.

Na grzbiecie zaczyna się pasmo widoków, które trwa przez kilka godzin. Na zachód — orawskie panoramy, na wschód — kolejne czuby Tatr Zachodnich. Volovec (2063 m) jest szczytem obowiązkowym, nie dlatego że jest najwyższy, ale dlatego że z jego wierzchołka widać całą przebytą drogę i kawałek dalszej trasy jednocześnie. Takie punkty — gdzie można policzyć, co się zrobiło i co czeka — są w górach rzadkością.

Grzbietem do kolejnego schroniska idzie się cztery do pięciu godzin w tempie turystycznym. Przy dobrej pogodzie i bez pośpiechu można planować sześć. W sierpniu pogoda zmienia się szybko — wychodzę przed ósmą, by przed trzynastą być poniżej ekspozycji, jeśli coś zacznie się zbierać.

Sprzęt na grzbiet

Kijki trekkingowe na grzbiecie Roháčów — dla mnie tak, ale nie ze względu na trudność, tylko na długość etapu. Po pięciu godzinach na zboczach i zejściach kolana zaczynają to doceniać. Kurtka przeciwdeszczowa obowiązkowa, nawet gdy rano świeci słońce. Buty z kostką — skały są mokre do południa od rosy.

Coś na zimno przy sobie — na grzbiecie powyżej 1900 m wiatr potrafi być silny nawet przy dobrej pogodzie. Nie jest to zimno niebezpieczne, ale po kilku godzinach na ekspozycji zmęczone ciało traci temperaturę szybciej. Cienki polar lub syntetyczna kurtka waży mniej niż problem.

Dzień trzeci: zejście przez Dolinkę Spaloną i powrót

Ostatni dzień to zejście przez mniej uczęszczaną Dolinkę Spaloną — żółty szlak, który prowadzi przez las na zachód. Trwa to dwie i pół do trzech godzin w dół, łącznie spokojne cztery godziny, jeśli się nie spieszyć. Kończę z powrotem w Zubercu przy samochodzie.

Roháče to trasa dla kogoś, kto chce wycieczki wielodniowej bez alpinistycznych ambicji i bez kolejek. Czterdzieści pięć kilometrów w trzy dni, nocleg w schronisku z kuchnią, grzbiet z widokami i względna cisza — to kombinacja, której w polskich górach coraz trudniej szukać. Wracam tu regularnie. Tym razem nie z przypadku.

Praktyczne informacje

  • Start i koniec: Zuberce, parking płatny ok. 5 EUR/dobę
  • Nocleg: Roháčska chata — 20–25 EUR/os., rezerwacja tel. w sezonie
  • Czas: dzień 1 ok. 6h, dzień 2 ok. 5–6h na grzbiecie, dzień 3 ok. 4h
  • Jedzenie w schronisku: gulasz z dziczyzny 12–13 EUR, kapustnica 8 EUR, bryndzové halušky 9 EUR
  • Sezon: lipiec–wrzesień; w październiku możliwe opady śniegu na grzbiecie