Drewniane schronisko górskie na polanie latem
Schroniska i kuchnia szlakowa

Schronisko na Hali Krupowej — co kupiłem i czego nie

Hala Krupowa w Beskidzie Żywiecki — małe schronisko, duże wrażenie. Opisuję co tam kupiłem, co mnie zaskoczyło i dlaczego wróciłem dwa tygodnie później.

W tym artykule (3)
  1. Pierwsze wrażenie i menu
  2. Czego nie wziąłem i żałowałem
  3. Kuchnia szlakowa — dlaczego schroniskowe jedzenie działa

Przyszedłem na Halę Krupową zmęczony i trochę zły — zbocza ze szlaku przez dwadzieścia minut przez złe odczytanie mapy i musiałem się wspinać przez mokre trawy z powrotem na ścieżkę. Gdy zobaczyłem dym z komina i drewnianą werandę schroniska, nastrój poprawił mi się o te dwadzieścia stopni.

Hala Krupowa leży w Beskidzie Żywiecki, między Pilskiem a Rysiankami, na wysokości około 1100 m. Nie jest to największe ani najsławniejsze schronisko w tym rejonie — na Rysiankę 1322 m chodzi więcej ludzi — ale właśnie dlatego jest tu spokojniej.

Pierwsze wrażenie i menu

Schronisko prowadzi rodzina od kilku pokoleń — widać to w szczegółach. Ławki są stare, ale odmalowane. Menu na tablicy ręcznie pisane. Na blacie za szybą stały przetwory i lokalny ser owczy.

Zamówiłem zupę gulaszową — 19 złotych — i herbatę z dzikiej róży za 9 złotych. Zupa była gęsta, z dużymi kawałkami mięsa i ziemniakami. Nie elegancka, ale prawdziwa. Porcja wystarczyła za cały obiad.

Drugi raz byłem z kolegą dwa tygodnie później — on zamówił pierogi z kapustą i grzybami za 24 złote. Ja zdecydowałem się na placek ziemniaczany ze śmietaną, który w ogóle nie był w menu, ale pani powiedziała że może zrobić jeśli chwilę poczekamy. Kosztował 18 złotych i był lepszy niż cokolwiek, co zamówiłbym ze standardowej karty.

Czego nie wziąłem i żałowałem

Na ladzie stały słoiki z żurawina i różne domowe dżemy — malina, dzika róża, borówka. Ceny były wyraźnie wypisane. Wziąłem jeden słoik żurawiny za 12 złotych — dobry wybór. Nie wziąłem dżemu borówkowego, bo miałem pełny plecak.

Żałowałem też że nie zapytałem o nocleg. Schronisko ma kilka miejsc — przy wejściu było ogłoszenie że przyjmują rezerwacje, cena za osobę w pokoju wieloosobowym wynosiła 75 złotych. Przy następnej wizycie na dłuższym wyjściu mam w planie zostać na noc. Wschód słońca z hali wygląda zupełnie inaczej niż widok ze szlaku w środku dnia.

Jedyny minus: herbata była trochę słaba. Nie narzekam na schroniskowe herbaty — to nie kawiarnia — ale tym razem woreczek w kubku trzymali chyba za krótko. Gorące, do picia, ale bez charakteru. Następnym razem poproszę o dłuższe parzenie.

Kuchnia szlakowa — dlaczego schroniskowe jedzenie działa

Rozmawiałem kiedyś z przewodnikiem beskidzkim, który twierdził że dobre schronisko poznaje się po tym, czy kuchnia pachnie prawdziwym gotowaniem. Nie z proszku, nie z koncentratu — rzeczywiście gotowane. Hala Krupowa spełnia ten test.

Trasa do schroniska od strony Korbielowa zajmuje dwie godziny podejścia. Można też wejść od strony Żabnicy — odrobinki krócej, ale mniej urozmaicona ścieżka. Z Hali Rysianka 1322 m to mniej więcej czterdzieści pięć minut w jedną stronę łagodnym grzbietem — dobra opcja na połączone wyjście.

Dla mnie Hala Krupowa to właściwie kategoria przerwy, a nie celu samego w sobie. Wchodzi naturalnie w trasę na Pilsko 1557 m albo grzbiet Beskidu Żywieckiego. Ale dwa razy wróciłem tam właśnie po to, żeby zjeść. To chyba najlepsza rekomendacja jaką mogę dać.