Schronisko górskie Markowe Szczawiny pod Babią Górą, wieczór
Schroniska i kuchnia szlakowa

Schronisko na Markowych Szczawinach — wieczór z gitarą

Schronisko na Markowych Szczawinach to miejsce, do którego wracam od lat. Nie tylko z powodu jedzenia.

W tym artykule (5)
  1. Jak dojść na Markowe Szczawiny
  2. Kuchnia w schronisku
  3. Noclegi i ceny
  4. Wieczór z gitarą
  5. Poranne wyjście na szczyt

Schronisko na Markowych Szczawinach stoi na wysokości 1180 m n.p.m., po zachodniej stronie Babiej Góry, w lesie przed samą granią. Do szczytu stąd jeszcze dwie godziny dobrego marszu. Zatrzymuję się tu od lat — raz na przejściu w górę, raz na powrocie, raz na noc. Za każdym razem coś innego.

Ostatni raz zostałem na nocleg w czerwcu. Przyjechałem w piątek po południu, wszedłem od strony Zawoi przez Kościółki, dotarłem na Szczawiny przed szóstą. W sali jadalnej siedziało już kilka grup. Przy jednym ze stoliku ktoś wyjął gitarę.

To ta atmosfera, której żaden hotel przy szosie nie zastąpi. Nie mówię tego jak reklamę — mówię to jako opis faktu, który trudno wyjaśnić komuś, kto w schronisku górskim nigdy nie nocował.

Jak dojść na Markowe Szczawiny

Dojście z Zawoi Centrum szlakiem niebieskim — trzy godziny spokojnym tempem. Z Przysłopia Jałowieckiego — jakieś dwie godziny. Można też dojść od słowackiej strony — ze strony Oravy przez Przełęcz Brona, to około pięciu godzin. Schronisko leży na głównym szlaku wejścia na Babią od zachodu i jest naturalnym punktem postoju.

W sezonie letnim szlak z Zawoi jest ruchliwy — szczególnie w weekendy. Ci, co idą jedynie na szczyt i z powrotem tego samego dnia, mijają Markowe Szczawiny w biegu. Nocujący mają inne tempo.

Kuchnia w schronisku

Jedzenie w Markowych Szczawinach to schroniskowy standard — solidny, bez gwiazdek. Żurek z ziemniakami i jajkiem kosztował osiemnaście złotych, bigos z chlebem dwadzieścia dwa, herbata dziesięć. Tyle.

Porcje są duże — to istotne, kiedy masz za sobą kilka godzin podejścia i metabolizm pracy na najwyższych obrotach. Jadłem żurek siedząc przy stole z nieznajomymi, co jest jedną z uroczych cech schronisk. Po godzinie rozmawialiśmy o trasach na Babią od słowackiej strony, o tym ile razy kto już tu był i kiedy wróci.

Schronisko ma własną piekarnię — chleb i bułki rano. To jest jeden z lepszych powodów do nocowania. Śniadanie z własnym pieczywem, masło, herbata na zewnętrznej ławce przed ósmą, kiedy dolina jest jeszcze w cieniu i temperatury niskie. Znam gorsze sposoby na rozpoczęcie dnia w górach.

Noclegi i ceny

Sypialnie są zbiorowe — miejsca w sali wieloosobowej od osiemdziesięciu złotych za osobę. Pościel schroniskowa w cenie, koce na miejscu. Prysznic jest płatny osobno — kilka złotych. Wi-Fi słabe albo żadne, co jest akurat zaletą.

W sezonie letnim dzwoń z wyprzedzeniem — schronisko bywa pełne w weekendy. Dzwoniłem w środę, zostało kilka wolnych miejsc na piątkowy nocleg. W sierpniu pewnie inaczej. Numer telefonu jest na oficjalnej stronie schroniska, rezerwacja przez telefon działa lepiej niż przez formularz online.

Jedną z rzeczy, która zawsze mnie tu zaskakuje: spokój po dwudziestej drugiej. Schronisko wygasza towarzyskie impulsy — ludzie idą spać, bo rano mają trasę. To właściwy rytm.

Wieczór z gitarą

Wróćmy do gitary. Gość, który ją wyjął, grał przez jakieś dwie godziny — mieszanka starych przebojów i rzeczy, których nie znałem. Salka mała, dwa stoły, może piętnaście osób. Przy pieśniach znanych wszyscy śpiewali — niezależnie od tego, że nikt nikogo nie znał przed trzema godzinami.

Gdzieś po dwudziestej drugiej rozeszliśmy się do sypialni, bo jutro rano każdy miał trasę. Nikt nie wychodził z ostentacyjnym ziewaniem — po prostu naturalnie wieczór się skończył.

To jeden z tych wieczorów trudnych do opisania bez popadania w czułostkowość. Mówię więc po prostu: był dobry. W górach wieczory w schroniskach mają inny rytm niż cokolwiek innego. Brak zasięgu pomaga — nie sprawdzasz wiadomości, nie przeglądasz nic. Jesteś tam gdzie jesteś. Rzadko mam to uczucie w codziennym życiu.

Poranne wyjście na szczyt

Wstałem następnego dnia o szóstej trzydzieści. Na zewnątrz było szaro i cicho. Kilka osób przy śniadaniu, herbata gorąca, bułka z masłem i dżemem z własnego pieca. Wyruszyłem na szczyt o siódmej.

Korzyść nocowania na Szczawinach zamiast schodzenia do doliny i wychodzenia następnego dnia wcześnie: jesteś już na wysokości, masz już trzy godziny trasy za sobą i zaczynasz następny dzień z tą przewagą. Do szczytu od schroniska dwie godziny, wcześnie rano na grani mało ludzi. To dla mnie główny argument za noclegiem tu.

Markowe Szczawiny to nie spektakularne schronisko na eksponowanym szczycie. To schronisko w lesie, na grani, przed szczytem. I właśnie dlatego lubię tu wracać — zanim trasa robi się poważna, mam już ciepłe nogi i wypoczętą głowę.