Hala Rysianka pod koniec października, pierwszy śnieg
Beskid Żywiecki

Pierwszy śnieg na Hali Rysiance

Rysianka (1322 m n.p.m.) w ostatnim tygodniu października. Schronisko jeszcze otwarte, szlak mokry, a na trawie pierwszy śnieg. Relacja z wyjścia.

W tym artykule (4)
  1. Podejście przez buczynę
  2. Na polanie i w schronisku
  3. Grzbiet w stronę Pilska
  4. Ostatni weekend przed zimą

Pojechałem na Halę Rysiankę, wiedząc, że może być śnieg. Prognoza zapowiadała nocne opady powyżej tysiąca metrów, a Rysianka ze swoimi 1322 metrami mieściła się w tym przedziale. Z Bielska wyjeżdżałem w sobotę przed szóstą, po ciemku, przy zerze stopni na termometrze w samochodzie. Wróciłem po południu z mokrymi spodniami i w bardzo dobrym nastroju.

Hala Rysianka to polana na grzbiecie Beskidu Żywieckiego, między Pilskiem a Romanką. Schronisko stoi na 1290 m n.p.m., a wierzchołek Rysianki ma 1322 m. Prowadzi tu kilka szlaków: z Sopotni Wielkiej, ze Złatnej, z Żabnicy. Wyszedłem z Żabnicy zielonym szlakiem, jak zawsze.

Podejście przez buczynę

W dolnej części szlaku buki były jeszcze żółte, ale większość liści leżała już na ziemi. Gruba warstwa, miejscami sucha i szeleszcząca, miejscami przemoczona po nocnych opadach. Korzenie pod liśćmi to pułapka na nieuważną stopę, więc szedłem ostrożnie, bez muzyki w uszach.

Wyżej las robi się bardziej przejrzysty. Między pniami widać dalej, a światło pada inaczej. I wtedy pojawia się śnieg: najpierw na trawie przy szlaku, potem na gałęziach, a w końcu biały pas tam, gdzie las przechodzi w polanę.

Śnieg nie był gruby, może trzy, cztery centymetry na halach, w lesie mniej. Wystarczyło jednak, żeby zmienić krajobraz, a szlak w zacienionych miejscach zrobił się mokry i śliski.

Na polanie i w schronisku

Schronisko PTTK na Hali Rysiance działa także jesienią, ale przed wyjściem warto sprawdzić, czy jest otwarte. W ten weekend było i to był jeden z tych momentów, kiedy jest się wdzięcznym ludziom, którzy prowadzą schronisko do późnej jesieni.

W środku ciepło. Piec rozpalony, przy nim kilkanaście par mokrych rękawic i chust suszących się na poręczy. Przy stolikach dziesięć, może piętnaście osób, wszyscy w tym samym stanie co ja: wilgotni, zadowoleni, z kubkiem w ręku.

Zamówiłem zupę grzybową za 20 zł, bardzo dobrą, i grzane wino za 15 zł. Herbata w schronisku smakuje inaczej niż z termosu. Nie wiem dlaczego, ale tak jest. Siedziałem przy oknie i patrzyłem na halę: biała trawa, szare niskie niebo, kilka postaci z kijami wychodzących z lasu.

Grzbiet w stronę Pilska

Po zupie poszedłem na krótki spacer grzbietem w stronę Pilska. Nie na szczyt, tylko jakieś czterdzieści minut tam i z powrotem. Grzbiet był cały pod śniegiem, miejscami po kostki. Widoczność się zmieniała: raz otwierała się panorama, raz nachodziła mgła i widziałem tylko kilkanaście metrów szlaku przed sobą.

W takich warunkach Pilsko (1557 m) jako osobny cel dla mnie odpada. Nie przez trudność techniczną, tylko przez bezpieczeństwo: mokra skała, możliwy lód w cieniu, słaba widoczność, a zmrok bliżej niż latem. Znam swoje granice i wolę wrócić do schroniska na całych nogach, niż wejść na szczyt w stanie, w którym zejście przestaje być komfortowe.

Na Rysiankę wróciłem przed czternastą, wziąłem plecak i ruszyłem w dół. Zejście zajęło półtorej godziny. Na dole były trzy stopnie, prawie tyle co na górze. Zima stała już za rogiem.

Ostatni weekend przed zimą

Taki wyjazd, październikowy, z pierwszym śniegiem i wciąż otwartym schroniskiem, należy dla mnie do najlepszych w sezonie. Nie przez widoki, bo zwykle ich nie ma. Nie przez ciszę, bo w weekendy jest tu sporo ludzi. Raczej przez poczucie, że sezon dobiega końca i każde wyjście smakuje teraz inaczej.

Listopad przyniesie w górach coś innego: albo śnieg na dobre, albo trzy weekendy błota i deszczu. Rysianka w październiku to jeszcze jesień. Rysianka w listopadzie to już przedzimie, z innym zestawem sprzętu i innym nastawieniem.

Jeśli ktoś planuje jesień w Beskidach i jeszcze nie był na Rysiance, ostatni weekend października to dobry termin. Schronisko otwarte, szlaki nie są zamknięte, a trochę śniegu to bonus. I te ciemne buczyny w dole, z ostatnimi żółtymi liśćmi na gałęziach. Zostaną jeszcze tydzień, może dwa, a potem znikną do maja.