Romanka jesienią — buczyna w złotych barwach
Beskid Żywiecki

Romanka jesienią — żółte buki i ciche granie

Romanka (1366 m) to jeden z lepszych jesiennych szczytów Beskidu Żywieckiego. Relacja z wyjścia przez Hałę Boraczą w środku złotej jesieni.

W tym artykule (4)
  1. Podejście z Korbielowa przez Halę Boraczą
  2. Grzbiet i podejście na szczyt
  3. Zejście do Zwardonia
  4. Kilka uwag praktycznych

Wyjechałem z Bielska przed szóstą. Do Korbielowa jest niecałe dwie godziny, ale lubię być na parkingu przed siódmą, zanim zaczną się lokalny ruch i turystyczne busy. We wrześniu jeszcze jest ciemno o tej porze — las przyjmuje człowieka bez ceremonii.

Romanka (1366 m n.p.m.) nie jest szczytem, który robi wrażenie od pierwszego wejrzenia. Nie ma dramatycznych skalnych ścian, nie ma obowiązkowych kolejek do selfie. Ma za to buczyny, które jesienią robią z niej jedno z najpiękniejszych wyjść w całym Beskidzie Żywieckim. I ciszę, bo jednak nie każdy tu trafia.

Podejście z Korbielowa przez Halę Boraczą

Startowałem spod kościoła w Korbielowie, zielonym szlakiem w górę. Pierwsze pół godziny to las — jodły, świerki, jeszcze bez wyraźnej jesiennej barwy, bo iglaki nie zmieniają koloru. Dopiero wyżej las przechodzi w buczynę i tu zaczyna się to, po co przyjeżdżam.

Liście na bukach były wtedy między żółtym a miedzianym — nie wszystkie, bo niektóre drzewa zaczęły zmieniać kolor wcześniej, inne jeszcze się trzymały zieleni. Ta różnorodność daje dużo więcej niż jednolite żółte ściany, które oglądamy na pocztówkach. Las żyje nierówno i to jest dobre.

Na Halę Boraczą (1175 m n.p.m.) wychodzi się po mniej więcej półtorej godziny od dołu. Hala jest otwarta — polana z widokiem na Babią Górę, Pilsko i w dobrą pogodę dalej, na Tatry. We wrześniu trawy są jeszcze zielone, choć przyprószone rosą o świcie. Zatrzymałem się na kwadrans, zjadłem kanapkę, popatrzyłem na Babią (1725 m) — stoi jak zawsze, tylko cień na jej północnych zboczach był inny niż latem, twardszy.

Grzbiet i podejście na szczyt

Z Hali Boraczy grzbietem na Romankę to jeszcze jakieś trzy kwadranse. Szlak idzie przez las, chwilami otwiera się na boki — po prawej stronie widać Korbielów daleko w dole, po lewej wałek grzbietowy z Pilskiem w tle. Przy dobrej pogodzie, bez wiatru, to najspokojniejszy odcinek całego wyjścia.

Szczyt Romanki jest zalesiony. Nie ma punktu widokowego z szezlongiem i barem — jest tablica, skrzynka szczytowa i kilka ławek, które ktoś kiedyś tu wciągnął. Siadłem przy jednej z nich, wypiłem herbatę z termosu. Było cicho — dosłownie, bez żartów. Żaden śmigłowiec, żadne grupy, żaden pies bez smyczy. Tylko wiatr w górnych partiach buczyny, takie lekkie szelestenie, które latem prawie się nie słyszy, bo jest zbyt głośno od owadów.

Spędziłem na szczycie jakieś dwadzieścia minut. Nie ma tu powodów do długiego siedzenia — nie ma widoków, jest za to spokój, który jakoś inaczej się odczuwa niż na otwartych graniach. Zamknięty las, tylko szum.

Zejście do Zwardonia

Wybrałem zejście innym wariantem — czerwonym szlakiem w kierunku Zwardonia, a potem busem z powrotem do Korbielowa po auto. Czerwony idzie grzbietem, chwilami mocno zalesiony, chwilami otwiera się na panoramę w kierunku Czech. Jesienią to jeden z tych szlaków, gdzie co chwila się zatrzymujesz, żeby popatrzeć jak światło pada przez buki.

Zejście do Zwardonia zajęło mi jakieś dwie godziny. Tempo spokojne, bo nie śpieszyłem się — ostatni bus był o szesnastej, a miałem trochę czasu. W Zwardoniu wziąłem kawę w sklepie przy trasie — klasyczna stacja benzynowa, nic specjalnego, ale po pięciu godzinach marszu smakuje jak należy.

Bus zabrał mnie o piętnastej czterdzieści. Pół godziny do Korbielowa, potem pół godziny do auta, potem kilka minut na zmianę butów i drogę do domu. Wróciłem przed osiemnastą.

Kilka uwag praktycznych

Całe wyjście — parking w Korbielowie, Hala Boracza, Romanka, Zwarden — to jakieś szesnaście kilometrów i może pięćset metrów przewyższenia netto. Czas: jakieś pięć godzin marszu bez dłuższych przerw. Łatwy poziom trudności — żadnych eksponowanych miejsc, szlak dobrze znakowany przez cały rok.

We wrześniu na szlakach w Beskidzie Żywieckim robi się tłoczno głównie w weekendy, ale na Romanki znacznie mniej niż na Pilsko czy Halę Rysiankę. To dobra opcja dla osób, które chcą mieć złotą jesień bez przepychania się z grupami szkolnymi na każdym kolejnym wzniesieniu.

Jeden szczegół, który pamiętam z tej trasy: gdzieś między Halą Boraczą a szczytem stoi stary buk z rozłożystymi konarami, może sześćdziesiąt centymetrów średnicy w pierśnicy. We wrześniu jego korona tworzyła złoty baldachim nad szlakiem. Zatrzymałem się i popatrzyłem przez chwilę. Tyle.