W tym artykule (5)
Przez pierwsze dwa sezony chodziłem bez kijów i uważałem, że to sprawa dla starszych albo dla tych z kolanami. Mam teraz kilkanaście sezonów za sobą i dwa kije przy każdym wyjściu. Kolana mam na razie w porządku — co jest prawdopodobnie częściowo zasługą tego, że zmieniłem zdanie.
A trzeciego kija mam w aucie, bo złamałem jeden w terenie i wróciłem do samochodu na jednym — co jest mało przyjemne przy długim zejściu. Od tamtej pory jest zapasowy w bagażniku. Nie jest to moja duma organizacyjna, ale jest faktem.
Aluminium czy carbon
Carbonowe kije są lżejsze — typowy kij karbonowy waży dwieście do dwustu pięćdziesięciu gramów, aluminiowy trzysta do czterystu. Para to różnica od dwustu do trzystu gramów łącznie. Na długich trasach jest odczuwalna — przy ósemce godzin w nogach każdy zbędny gram kumuluje zmęczenie.
Ale carbon pęka — aluminium się ugina. Złamałem kij carbonowy uderzając o kamień przy zejściu ze Skrzycznego (1257 m n.p.m.). Pęknięcie wzdłużne, kij nieużywalny od razu. Aluminiowy, który miałem wcześniej, zgiąłem przy podobnej sytuacji — można było używać go dalej do końca dnia, choć skrzywiony wyglądał niepoważnie.
Moje podejście: do trudnego terenu, gdzie jest ryzyko uderzania o skały — aluminium. Na szlaki o mniejszej ekspozycji, na długie grzbiety — carbon. W praktyce mam jedną parę dobrego aluminium i jedną parę carbonu. Zmieniam zależnie od trasy i trochę od humoru.
Składane czy teleskopowe
Kije składane na trzy segmenty mieszczą się do plecaka i do bagażu podręcznego w samolocie — to jedyna opcja jeśli lecisz na trasę albo jedziesz pociągiem z małym bagażem. Mechanicznie są jednak bardziej złożone: złączki segmentów to potencjalny punkt awarii.
Kije rozkładane teleskopowo są prostsze — blokada skręcana albo zatrzaskowa. Używam teleskopowych, bo prostota mechanizmu przekłada się na niezawodność. Miałem kiedyś kije składane, w których jeden złącz przestał trzymać w połowie trasy. Musiałem wrócić na jednym kiju.
Blokada skręcana kontra zatrzaskowa: zatrzaskowa działa szybciej przy regulacji długości, skręcana jest bardziej odporna na oblodzenie. Do Beskidów latem — obojętnie. W zimowych warunkach wybieram skręcaną.
Długość i regulacja
Zasada kciuka: przy wyprostowanym łokciu pod kątem dziewięćdziesięciu stopni kij powinien dotykać ziemi. Przy podejściu — kije skrócone o pięć centymetrów, przy zejściu — wydłużone. To standard, który działa.
Na długich trawersach bocznych, gdzie jedno zbocze jest wyżej, a drugie niżej — skracam kij po stronie górnej i wydłużam po stronie dolnej. Większość kijów ma na to dwa kliknięcia blokady. Zajmuje chwilę, ale daje lepszą kontrolę.
Uchwyty i szelki
Uchwyt korkowy pochłania pot lepiej niż gumowy — to odczuwalne na długich trasach, szczególnie latem. Przy tańszych kijach uchwyty są z pianki EVA lub gumy, co jest znośne ale gorsze w kontakcie. Korek jest miękki, ciepły w zimne poranki, nie nagrzewa się jak guma w południe.
Szelki powinny być szerokie i regulowane. Prawidłowe ułożenie ręki — szelka podpierająca nadgarstek od dołu, palce luźne — to coś, czego nikt nie tłumaczy w sklepie, a ma wpływ na to, jak bardzo rękę boli po ośmiu godzinach. Większość ludzi trzyma kij tak, że szelka jest tylko chwytana luźno. Lepiej to zmienić.
Stopki na końcach kijów: letnia na twardy grunt, zimowa (śniegowa — szersza talerzyk) i gumowa nakładka do twardego podłoża (kostka, drewniane podesty przy schronisku). Mam zestaw zapasowych stopek przy każdej parze kijów. Kosztują kilkanaście złotych, ważą nic, a złamana stopka to drażniący dźwięk na każdym kroku.
Ceny i co kupić
Para dobrych kijów aluminiowych — od stu do stu pięćdziesięciu złotych. Para kijów karbonowych — od dwustu pięćdziesięciu wzwyż, górna granica nie istnieje. Nie widzę sensu w wydawaniu powyżej trzystu pięćdziesięciu złotych za parę, jeśli nie jesteś ultra-lekkim turystą ważącym każdy gram.
Kupuję w sklepach trekkingowych gdzie mogę trzymać kije w rękach — długość, waga i twardość uchwytu to rzeczy, których nie sprawdzisz z opisu online. Markowe: Leki, Black Diamond, Salewa — solidne. Można trafić na przyzwoite kije bez rozpoznawalnej marki za dziewięćdziesiąt złotych. Główne ryzyko: jakość zacisku blokady. Testuj przed zakupem.
Dwa kije, nie jeden. Jeden kij to połowiczne rozwiązanie — niesymetryczne obciążenie, mniejsze odciążenie kolan, utrudniona równowaga przy trudniejszym terenie. Jeśli już decydujesz się na kije, weź dwa. To nie jest sprawa estetyki ani stylu. To biomechanika.
Ostatnia rzecz: kiedy trafisz na grzbiet w pełnym słońcu po czterech godzinach podejścia i twoje kolana nie bolą — nie pomyślisz o kijach. Pomyślisz o widoku. To jest ich najlepsza rekomendacja.


