W tym artykule (3)
We wrześniu hale na Kraľovej holi zmieniają kolor. Trawa nie jest już intensywnie zielona — staje się złotawa, sucha na końcach, z brązowymi plamami kosodrzewiny między skałkami. Jakieś dwa tygodnie przed pełną jesienią, kiedy las jeszcze nie zdecydował w pełni co zrobić z liśćmi, a góry są w tym dziwnym stanie między latem a jesienią, gdzie każda pora dnia wygląda inaczej.
Kraľova hoľa (1948 m) to wschodni kraniec Niżnych Tatr i jeden z tych szczytów, do których przyjeżdżam regularnie. Nie jest sławna jak Chopok (2024 m) ani wysoka jak Ďumbier (2046 m), ale ma coś, czego tamte dwa nie mają: otwartą halę na szczycie z widokiem na trzy strony bez żadnej infrastruktury kolejkowej. W sierpniu i wrześniu to robi różnicę.
Podejście od Telgártu
Telgárt to mała miejscowość przy wjeździe do wschodniej części Niżnych Tatr — jeden z tych słowackich rejonów górskich, o których Polacy mówią rzadziej niż o Chopoku. Parking przy wjeździe do doliny, bezpłatny. Szlak żółty prowadzi przez las, potem przez otwartą halę na szczyt. Łącznie trzy do trzech i pół godziny w górę, dwie i pół w dół.
Przez pierwsze półtorej godziny jest las — świerkowy, gęsty, z tym specyficznym jesiennym zapachem ściółki i wilgotnej kory. We wrześniu, kiedy po nocnych przymrozkach powyżej 1500 m grunt jest rano mokry, las pachnie inaczej niż w lipcu. Coś między grzybami a ziemią po deszczu. Trudno to opisać precyzyjnie, ale każdy, kto chodził w góry jesienią, wie, o czym mówię.
Powyżej lasu — otwarta hala i widok, który się rozszerza przez ostatnią godzinę podejścia. Tu we wrześniu kwitną jeszcze ostatnie dzikie kwiaty — szafran alpejski, gdzieniegdzie goryczki. Idzie się powoli, bo nie sposób nie zatrzymywać.
Na szczycie
Na Kraľovej holi stoi stacja meteorologiczna — nieduży budynek z masztami i czujnikami. W sezonie bywa tu ktoś, kto konserwuje sprzęt lub prowadzi obserwacje. Nie ma schroniska na szczycie, jest za to wiata przy stacji, gdzie można usiąść i osłonić się od wiatru.
We wrześniu wiatr na Kraľovej holi potrafi być silny — grzbietowy, zachodni, taki, który pcha z tyłu przy wejściu i w twarz przy zejściu. Temperatura na szczycie o tej porze roku: 5–12 stopni w ciągu dnia, przy wietrze odczuwalnie niżej. Warstwa izolacyjna pod kurtką — obowiązkowa.
Widok ze szczytu obejmuje na północy sylwetkę Tatr Wysokich — w dobre, czyste wrześniowe dni widać poszczególne szczyty. Na zachodzie — reszta grzbietu Niżnych Tatr, który przeciąłem kilka tygodni wcześniej podczas trawersowej trasy. Na wschodzie — Słowacki Raj i niższe pasma ciągnące się dalej na wschód. To jest ten rodzaj panoramy, przy którym trudno się spieszyć.
Wrzesień w słowackich górach
Wrzesień to mój ulubiony miesiąc na słowackiej stronie. Szlaków jest mniej uczęszczanych niż w sierpniu — Słowacy wracają do pracy, część turystów rozjeżdża się przed zimą. Ceny w schroniskach te same, ale atmosfera spokojniejsza. W Demänovskiej Dolinie, z której wchodzę czasem na Ďumbier, we wrześniu bez trudu znaleźć nocleg na ostatnią chwilę — w sierpniu to niemożliwe.
Jest też kwestia kolorów. Wrześniowe hale Niżnych Tatr mają inną paletę niż te lipcowe i sierpniowe — tę złotą, lekko spaloną słońcem, z ostrymi konturami skalnych grzebieni na tle ciemniejszego nieba. Aparat robi lepsze zdjęcia, bo kontrast jest większy i bogatszy.
Z Kraľovej holi schodzę z powrotem do Telgártu, jadę do Bańskiej Bystrzycy, zjem gulasz z dziczyzny w restauracji przy dworcu. Potem długa droga do domu. Wrzesień w Niżnych Tatrach smakuje tak jak powinny smakować góry — konkretnie i bez ozdóbek.


