Wąwóz w Slovenský raj — drabiny na szlaku
Tatry Słowackie

Slovenský raj — wąwozy i drabiny

Slovenský raj to słowacki park narodowy, gdzie szlaki prowadzą przez wąwozy z drabinami i klamrami. Relacja z dwudniowego wyjścia jesienią.

W tym artykule (5)
  1. Czym jest Slovenský raj
  2. Suchá Belá — krok po kroku
  3. Baza noclegowa i kuchnia słowacka
  4. Drugi dzień — Piecky
  5. Kilka rzeczy do zapamiętania

Slovenský raj nie jest w Tatrach. Wiem, że brzmi to jak oczywistość, ale przez lata miałem w głowie skojarzenie: Słowacja, góry, znaczy Tatry. Tymczasem ten park narodowy leży w środkowej Słowacji, w Karpatach Zachodnich, między Popradem a Bańską Bystrzyną. Dojazd z Bielska zajmuje jakieś dwie i pół godziny — mniej niż do Zakopanego w sierpniowy weekend.

Byłem tam po raz pierwszy we wrześniu, dwa dni. Piszę to z pełną świadomością, że na pewno wrócę.

Czym jest Slovenský raj

To teren kanionów, wąwozów i dolin wyciętych przez rzeki i strumienie w wapiennym płaskowyżu. Szlaki przez wąwozy idą dosłownie przez kamienne koryta — brodzi się przez wodę, wchodzi po drabinach i klamrach przymocowanych do skały, trzyma się lin ubezpieczających na eksponowanych przejściach. Każdy wąwóz jest jednokierunkowy, żeby turystyczny ruch miał sens — w górę jednym, w dół innym.

Najsławniejszy jest wąwóz Suchá Belá — kilka kilometrów, ponad trzydzieści drabinek i klamr, wodospad Misový. Wiedziałem, że go przejdę pierwszego dnia, i tak też zrobiłem. Wyjście z Podlesoka, pętla przez Suchá Belá i powrót doliną, całość jakieś cztery godziny z przerwami.

Suchá Belá — krok po kroku

Start z Podlesoka rano — przed ósmą, żeby nie wchodzić w korek turystyczny. Pierwsze metry wąwozu to spokojne wejście przez las, strumień po lewej. Potem zaczyna się właściwy kanion — ściany skalne po obu stronach zwężają się, światło dociera wąskim pasem z góry. Jesienią, gdy korony drzew żółkną, to pasmo światła ma ciepły kolor.

Pierwsze drabiny pojawią się po może trzydziestu minutach. Drewniane, solidne, osadzone w skale metalowymi kołkami. Przy nich stoją tablice z informacją o kierunku ruchu — jeden kierunek, bez możliwości cofania się w wąskich miejscach. Kiedy dochodzę do drabiny i widzę, że po drugiej stronie ktoś zejść nie może, bo jest jednokierunkowo — trudno, czekam.

Wodospad Misový jest w środkowej części wąwozu. We wrześniu — po suchym sierpniu — nieduży, ale przy dużych opadach robi tu wrażenie. Przy nim ustawiają się kolejki do zdjęć, ale w środku tygodnia stoi tylko kilka osób. Przeszedłem dalej bez zatrzymywania.

Wyjście z wąwozu jest eksponowane — ostatnia drabina idzie prosto przez mokrą skałę, po boku świeży strumień. Uchwyt w skale po prawej, noga sprawdza stopień przed każdym krokiem. Nic strasznego dla sprawnej osoby, ale nie polecałbym tam ze starszymi dziećmi poniżej może dziesięciu lat albo osobami, które mają problem z wysokością.

Baza noclegowa i kuchnia słowacka

Nocowałem w Podlesoku, w małym pensjonacie przy drodze. Pokój dwuosobowy dla mnie samego — 45 EUR za noc, ze śniadaniem. Dla polskich standardów drożej niż w Beskidach, ale Slovenský raj przyciąga turystów z całej Europy i ceny to odzwierciedlają.

Na kolację pierwszy wieczór poszedłem do małej restauracji przy pensjonacie. Zamówiłem bryndzové halušky — 9 EUR, porcja konkretna, z boczkiem, słona w ten odpowiedni sposób, który sprawia że człowiek chce jeszcze. Do tego piwo słowackie, 3,50 EUR. Stare dobre jedzenie, nic skomplikowanego.

Drugiego dnia wieczór — kapustnica. Zupa na bazie kiszonej kapusty z wędzonymi żeberkami i śliwkami — 7 EUR. W Polsce ta zupa jest znana jako bigos w wersji płynnej, ale kapustnica ma swój odmienny charakter, gęstszy i bardziej kwaśny. Polecam ciepłą po dniu w wąwozach.

Drugi dzień — Piecky

Drugiego dnia wszedłem do wąwozu Piecky. Krótszy niż Suchá Belá, mniej drabin, za to więcej brodzeń przez wodę. Jesienią temperatura wody w strumieniu wynosiła może osiem stopni — buty trekkingowe są wodoszczelne do pewnego momentu. Tym momentem jest głębokość powyżej dwudziestu centymetrów, której się tu kilkakrotnie przekracza. Nogi miałem mokre od połowy trasy.

Po Piecky wróciłem doliną i pojechałem do domu. Łącznie jakieś trzydzieści kilometrów szlakami przez dwa dni, kilka godzin przy drabinach, dużo wody na butach i jeden bardzo dobry talerz halušek.

Kilka rzeczy do zapamiętania

Slovenský raj ma sezon od maja do października. Część wąwozów jest zamknięta poza sezonem — sprawdź aktualne informacje na stronie parku przed wyjazdem. Wejście do parku jest płatne — jakieś 4–5 EUR za dzień, bilety przy wejściach do wąwozów.

We wrześniu i październiku jest tu zdecydowanie spokojniej niż w lipcu i sierpniu — wąwozy w szczycie sezonu potrafią mieć kolejki. Na drabinach jednorazowo może być kilkanaście osób i to nie jest komfortowe. Jesienny wtorek-środa to zupełnie inne doświadczenie.

Buty wodoodporne to nie opcja — to konieczność. I zmiana skarpet w plecaku. I zdrowy szacunek do mokrej skały na drabinach po deszczu.