Kurtka softshell na szlaku górskim jesienią
Sprzęt

Kurtka softshell — kiedy zostawiam ją w aucie

Softshell to nie kurtka na każdą pogodę. Opisuję, kiedy biorę ją na grzbiet, a kiedy celowo zostawiam w bagażniku.

W tym artykule (5)
  1. Czym softshell różni się od hardshella
  2. Kiedy biorę softshell
  3. Kiedy zostawiam go w aucie
  4. Kilka rzeczy, które sprawdzam przy zakupie
  5. Jak to wygląda w praktyce

Przez pierwszych kilka sezonów brałem softshell na każde wyjście. Wsiadałem do auta, sprawdzałem prognozę — słońce, max 30% szans na przelotny deszcz — i tak pakowałem go do plecaka. Na wszelki wypadek. Po pewnym czasie zorientowałem się, że ten „wszelki wypadek” rzadko się materializuje, za to kurtka waży swoje i zajmuje połowę kompresyjnego worka.

Teraz podchodzę do tego inaczej. Softshell ma konkretne warunki, w których ma sens. Poza nimi zostaje w aucie.

Czym softshell różni się od hardshella

Podstawowa różnica to oddychalność kontra wodoszczelność. Hardshell — membrana Gore-Tex albo podobna — zatrzymuje wodę nawet przy dłuższym, intensywnym deszczu, ale przy wysiłku potrafi przypominać worek foliowy od środka. Softshell to materiał elastyczny, dobrze odprowadzający wilgoć, ale przy poważnym deszczu po kwadransie będzie mokry. Producenci piszą o „odporności na zachlapanie” — i to mniej więcej tyle, czego można się spodziewać.

Na długich podejściach w jesienne poranki, kiedy temperatura wynosi może dziesięć stopni, a wiatr chodzi po grzbiecie, softshell jest lepszy niż hardshell. Nie parzy, nie trzeszczy, pozwala poruszać się swobodnie. Problem pojawia się, gdy zaczyna padać na poważnie.

Kiedy biorę softshell

Prognoza: pochmurno, wiatr umiarkowany, temperatura w dolinie 8–12 stopni, na grzbiecie pewnie o cztery–pięć mniej. Brak wyraźnych opadów w oknie wyjścia. W takich warunkach softshell wchodzi do plecaka — albo od razu na plecy, jeśli wiem, że po pierwszym kilometrze podejścia i tak go ściągnę.

Najlepiej sprawdza się na wiosennych i jesiennych wyjściach, kiedy temperatura jest zmienna, ale deszcz nie pada bez przerwy. Na Romanki czy na Leskowiec w październikowe południe — dobry wybór. Na Klimczok przy listopadowej mgle, która trzyma się przez cały dzień — już słabszy.

Ważna jest też aktywność. Przy forsownym podejściu softshell działa jako warstwa wierzchnia zamiast flisu — oddycha, nie przegrzewa, przy postoju zakłada się szybko. Przy spokojnym marszu po płaskim grzbiecie, gdzie się ochładzam bez wysiłku, wolę coś cieplejszego pod spodem.

Kiedy zostawiam go w aucie

Gdy prognoza mówi o opadach przez większą część dnia — softshell zostaje. Nie ma sensu nosić czegoś, co nasiąknie w ciągu dwudziestu minut i potem będzie ciągnęło ze sobą pół kilograma wody. Do plecaka idzie wtedy hardshell, cienki, zmieszczony w kieszonce, na razie niewidoczny.

Zostawiam go też latem, gdy temperatura w dolinie przekracza dwadzieścia stopni. Na szlaku wystarczy wtedy lekka koszulka z długim rękawem i wiatroszczelna kamizelka. Kurtka byłaby tylko balastem.

Trzecia sytuacja: wielogodzinne wyjście z noclegiem, gdy pogoda jest całkowicie nieprzewidywalna — na przykład jesienią na Pilsku albo na słowackim Chopoku. Wtedy biorę oba: softshell na dzień, hardshell spakowany na wszelki wypadek. Dwa kilogramy więcej, ale przynajmniej śpię spokojnie.

Kilka rzeczy, które sprawdzam przy zakupie

Rozciągliwość w czterech kierunkach — bo jak podchodzę stromo, chcę mieć swobodę w ramionach bez tego uczucia, że kurtka zaraz pęka pod pachą. Mankiety na velcro albo elastyczne — żeby można było uszczelnić przy wietrze. Kaptur, który da się schować w kołnierzu — nie zawsze go potrzebuję, ale lubię mieć opcję.

Gramatura między trzystu a czterema setkami gramów to dla mnie sensowny przedział. Lżejsze modele są, ale przy silniejszym wietrze za słabo chronią. Cięższe przestają być softshellem, zaczynają być czymś między kurtką puchową a hardshellowym płaszczem.

Kolor nie jest mi obojętny — choć to brzmi trochę vanity. Ciemne kolory w słabym świetle, na mgle, robią z człowieka niewidocznego dla innych. Żółty lub pomarańczowy element na plecaku albo na kurtce pomaga, szczególnie jesienią, gdy dni są krótkie i mgła potrafi siedzieć przez osiem godzin.

Jak to wygląda w praktyce

Na początku września byłem na Romanki. Start z Korbielowa, grzbiet do szczytu (1366 m n.p.m.), zejście przez Halę Boraczą. Prognoza: pochmurno, wiatr słaby, bez opadów do wieczora. Wziąłem softshell i miałem go na sobie przez większą część drogi powrotnej — od grzbietu w dół, gdzie wiatr z zachodu dawał w kość.

Dwa tygodnie wcześniej — ta sama trasa, ale prognoza mówiła o deszczu od południa. Softshell zostawiony. Na grzbiecie dogoniła mnie ulewa. Hardshell zrobił swoje, wróciłem suchy. Gdybym miał softshell, do auta dochodziłbym z mokrym plecakiem i mokrą kurtką.

To tyle z teorii. Decyzja jest prosta: sprawdź prognozę, oceń, ile padać będzie i kiedy, i zdecyduj. Softshell to dobra kurtka w dobrych warunkach — nie substytut przeciwdeszczowej ochrony.