Latarka czołowa na szlaku górskim
Sprzęt

Latarka czołowa — co naprawdę musi mieć (i czego nie)

Przez lata nosiłem w plecaku latarki, których nie używałem, bo były złe. Teraz mam jedną, która działa. Różnica jest prosta.

W tym artykule (4)
  1. Lumeny — ile to wystarczy
  2. Baterie czy akumulator
  3. Funkcje, których nie potrzebuję
  4. Co mam teraz i dlaczego

Na Stożek wchodziłem o czwartej rano latarką, którą kupiłem rok wcześniej za 35 złotych w markecie budowlanym. Przez pierwsze pół godziny działała świetnie. Potem zaczęła migotać co kilka minut i w końcu zgasła przy zejściu. Miałem latarkę z telefonu i dobre buty, więc skończyło się bez dramatu. Ale przez chwilę byłem na szlaku w lesie z telefonem przyciśniętym do czoła — i to wystarczyło, żeby zmienić podejście do tematu.

Latarka czołowa to sprzęt, o którym się nie myśli do momentu, kiedy przestanie działać. Wtedy myśli się o niczym innym. Przez ostatnie kilka lat zmieniłem trzy modele i mam jeden wniosek: nie trzeba wydawać dużo, ale trzeba wiedzieć, czego szukać.

Lumeny — ile to wystarczy

Producenci chętnie podają maksymalne wartości na opakowaniu — 1000 lumenów, 1500 lumenów. Tę wartość latarka osiąga przez kilka minut, po czym automatycznie schodzi niżej, żeby nie spalić baterii. Do chodzenia po szlaku w nocy wystarczy 200–300 lumenów w trybie ciągłym. Więcej jest potrzebne do biegania w górach albo do pracy nocą w terenie alpejskim, gdzie trzeba widzieć daleko i szybko.

Na wyjście o świcie, na zejście po zmroku po długim dniu albo na biwak — 150 lumenów w pełni wystarczy. Dobrze zrobiona latarka z taką jasnością wytrzyma sześć do ośmiu godzin na jednym ładowaniu lub zestawie baterii.

Baterie czy akumulator

Tu zdania są podzielone i moje też się zmieniało przez lata. Latarki akumulatorowe ładowane przez USB są wygodne — jeden kabel mniej do noszenia. Ale mają jedną wadę: kiedy jest zimno, akumulator traci pojemność szybciej. Na Ďumbierze (2046 m) w październiku temperatura w nocy spada do zera lub poniżej, i latarka akumulatorowa, która w domu wytrzymywała osiem godzin, robi tam cztery.

Latarki na baterie AA lub AAA — nieeleganckie, ale niezawodne w zimnie. Baterie alkaliczne dają się zastąpić w terenie bez ładowania. Na wielodniowe wyprawy w góry, gdzie nie ma gniazdka, wożę latarkę akumulatorową jako główną i trzy baterie AA jako zapas w osobnej kieszonce. To gram różnicy i zero stresu.

Funkcje, których nie potrzebuję

Czerwone światło do czytania mapy — używam tego może raz na sezon, ale doceniam. Tryb stroboskopowy do sygnalizacji ratunkowej — nie używam nigdy, ale rozumiem ideę. Tryb czujnika ruchu, który zapala się, gdy machasz ręką przed latarką — moja poprzednia latarka miała to i przypadkowo włączyła się w plecaku przez pięć godzin. Kiedy dotarłem na nocleg, bateria była w jednej trzeciej. Funkcja blokady przycisku — szukam jej w każdym modelu.

Regulacja kąta głowicy — przydatna. Latarki, w których głowica jest stała i świeci prosto przed siebie, są po prostu słabsze przy podejściach, kiedy głowę trzyma się pochyloną ku ziemi. Dobra latarka powinna świecić tam, gdzie patrzę, a nie tam, gdzie patrzyłaby moja głowa na płaskim.

Co mam teraz i dlaczego

Chodzę z latarką w przedziale 60–100 złotych. W tym budżecie da się znaleźć model z 200–300 lumenami, regulacją kąta, blokadą przycisku i ładowaniem USB. Powyżej 150 złotych robi się ciekawiej — mocniejsze światło, lepsza jakość opaski na czoło, lepszy przycisk. Powyżej 300 złotych kupuje się już funkcje dla ludzi, którzy chodzą nocą regularnie albo biegają w terenie.

Jedna uwaga techniczna: opaska jest ważniejsza niż myślisz. Latarka, która zsunie się z głowy przy schyleniu, jest gorsza od latarki ze słabszym światłem, ale solidnym mocowaniem. Sprawdzam to w sklepie stacjonarnym — jeśli mogę, nakładam na głowę i kiwam nią nad stołem. Jeśli jest luźna bez dokręcania, odkładam na półkę.

Latarka czołowa to jeden z tych elementów wyposażenia, które są niewidoczne dopóki nie są potrzebne. Kiedy są potrzebne, to jedyna rzecz, o której się myśli. Dlatego nie eksperymentuję z najnowszymi modelami na szlaku — mam jeden sprawdzony, ładuję go przed każdym wyjściem i tyle.