W tym artykule (4)
Pierwszego wpisu o Leskowcu już nie ma w aktywnych postach — gdzieś przepadł przy migracji strony. Ale pamiętam to wyjście: był wtedy wrzesień, szłem sam, miałem nowe buty które mnie obcierały i od połowy trasy myślałem tylko o tym, żeby dotrzeć do auta. Nie były to idealne warunki do podziwiania krajobrazu.
Teraz wróciłem na Leskowiec w październiku i pamiętam to wyjście zupełnie inaczej.
Leskowiec i jego okolice
Leskowiec (922 m n.p.m.) leży w Beskidzie Małym, po stronie od Andrychowa i Tarnawy Górnej. To jedna z tych gór, które nie są wielkie, ale mają swój charakter — mieszane lasy, odsłonięte grzebienie, widoki na Beskid Żywiecki w ładne dni. Sąsiedni szczyt, Groń Jana Pawła II (886 m), jest połączony szlakiem i tworzy z Leskowcem popularną pętlę.
Wyszedłem z Tarnawy Górnej, zielonym szlakiem pod górę. Październik oznaczał w tym roku, że buki były w pełnym kolorze — od żółtego do ciemnopomarańczowego, z domieszką brązowych liści, które zaczynały opadać. Na szlaku warstwa liści, pod którą nie widać korzeni ani kamieni. Uważam wtedy bardziej na nogi.
Mgła i widok
Wchodziłem w chmurę od około siedmiuset metrów. Mgła siedziała na grzbiecie przez całe przedpołudnie — taka gęsta, wilgotna mgła, w której nie ma sensu liczyć na panoramę. Ale mgła jesienią ma swoje zalety. Las w mgle wygląda inaczej — drzewa tracą głębię, stają się płaskie, jak wycięte z szarego papieru. Liście z kolorami nasyconymi przez wilgoć. Ktoś z aparatem fotograficznym mógłby tu spędzić godziny.
Na szczycie siedziałem jakieś piętnaście minut. Schronisko na Leskowcu jest otwarte — niewielkie, z tarasem i prostym jedzeniem. Wziąłem herbatę za 9 zł i usiadłem pod zadaszonym tarasem. Widok przez mgłę: tyle co nic. Ale słychać było ptaki — sójki chyba, to charakterystyczne, szorstkie skrzeczenie, które nie pasuje do jesiennej ciszy, ale jakoś ją uzupełnia.
Około dwunastej mgła zaczęła się podnosić. Miałem szczęście — przez kwadrans, może dwadzieścia minut, była pełna panorama: Babia Góra wyraźna na wschodzie, na zachodzie Skrzyczne (1257 m) z charakterystyczną bryłą, dalej kierunek Pilska. Potem mgła wróciła i zostały mi tylko wspomnienia i kilka zdjęć, na których tyle widać.
Groń Jana Pawła II
Z Leskowca do Gronia schodzi niebieski szlak — kwadrans, potem drugie tyle z Gronia na powrót do Tarnawy. Groń to szczyt z kaplicą i drewnianą figurą — miejsce pielgrzymkowe, nie tylko turystyczne. Bywa, że spotykam tu grupy z parafii, w ciszy, inaczej niż typową wycieczkę górską. Nie przeszkadza mi to — każdy przyjeżdża tu z innych powodów.
Na Groniu jest ławka z widokiem, gdy nie ma mgły. Przy mgle — tylko kaplica i cisza. Usiadłem na chwilę i zjadłem drugą kanapkę. Mogłem też wrócić bezpośrednio z Leskowca, ale wolę zamknąć pętlę niż wracać tym samym szlakiem.
Co się zmieniło przez trzy lata
Szlak jest ten sam. Drzewa te same — może większe, ale nie o tyle żebym zauważył. Schronisko to samo, menu podobne. Parkowanie w Tarnawie podobne.
Zmieniłem się ja. Trzy lata temu przychodziłem z nowym sprzętem, chciałem sprawdzić buty i zbić kilometraż. Teraz po prostu chodzę, bo lubię. Nie liczyłem kroków, nie miałem włączonego Strava. Wróciłem do auta bez poczucia, że coś sprawdziłem albo udowodniłem.
Leskowiec jest dobry na październik. Nieduże wzniesienie, dostępny nawet dla ludzi bez górskiej kondycji, za to jesienią naprawdę piękny. Jak ktoś szuka pierwszego górskiego wyjścia sezonu lub chce spokojnie wejść w jesień — to dobry wybór.


