W tym artykule (3)
Schodziłem kiedyś z Klimczoka (1117 m) w mgle tak gęstej, że widziałem swoje buty i dwa metry ścieżki przed nimi. Oznakowanie szlaku co sto metrów, kompas w kieszeni, GPS na telefonie — i tak minąłem jedno skrzyżowanie ścieżek, bo mgła skutecznie skasowała moje poczucie kierunku. Wróciłem pięćdziesiąt metrów, znalazłem właściwy szlak, zszedłem bezpiecznie. Ale pamiętam uczucie tych trzydziestu sekund, kiedy nie wiedziałem, w którą stronę idę.
Mgła w Beskidach jest elementem krajobrazu, nie wyjątkowym zdarzeniem. Jesień, wiosna, a czasem środek lata po deszczu poprzedniego dnia — mgła wchodzi na grzbiet z dolin i zostaje. Nauczyłem się z nią chodzić, ale też nauczyłem się, kiedy jej nie ignorować.
Trzy sytuacje, w których zawracam
Pierwsza: mgła pojawia się na grzbiecie, gdy byłem niżej jeszcze bez niej, a prognozy mówią o poprawie za cztery godziny. To jest mgła, w której chodzę — zasięg widzialności powyżej dwudziestu metrów, szlak dobrze oznakowany, znam trasę z wcześniejszych wyjść. Idę dalej, ale wolniej i z mapą w rękach.
Druga: mgła jest tak gęsta, że widzę pięć do dziesięciu metrów. Na dobrze oznakowanym szlaku to minimum do przemieszczania się — każde skrzyżowanie wymaga zatrzymania i sprawdzenia. Jeżeli jestem na nieznanej trasie lub na odcinku bez wyraźnych oznaczeń — zawracam. Nie ma w tym nic heroicznego.
Trzecia: mgła łączy się z silnym wiatrem i deszczem. Ta kombinacja nie jest tylko kwestią widoczności — jest kwestią temperatury. Mokre ubranie przy wietrze chłodzi szybciej niż suche przy pięć stopni niżej. Na grzbiecie powyżej 1000 metrów w takiej pogodzie zmarzłem raz — nie do poziomu niebezpiecznego, ale wystarczająco, żeby zapamiętać. Teraz zawracam zanim to nastąpi.
Co sprawdzam przed wyjściem
Prognoza na górską dobę — używam Meteoblue lub Yr.no, które mają prognozy dla konkretnych wysokości. Temperatura przy szczycie, prędkość wiatru, godziny zachmurzenia. Jeśli widoczność jest prognozowana poniżej 500 metrów przez całą drugą połowę dnia — zmieniam plan. Albo skracam trasę, albo wybieram inny szczyt niżej.
Sprawdzam też, czy trasa ma alternatywne zejście. Na Pilsku (1557 m) można zejść w czterech kierunkach. Na Czantoryi (995 m) w dwóch. Jeśli mam tylko jedno zejście i ta droga prowadzi przez ekspozycję grzbietową — wolę nie wchodzić, gdy mgła jest pewna.
Orientacja we mgle — co działa
Kompas jest pierwszym narzędziem. Telefon GPS może stracić zasięg, bateria może paść, mapa offline może nie mieć wystarczającego szczegółu. Kompas działa zawsze, o ile wiem, w którym kierunku powinno być zejście. Dlatego przed każdym wyjściem spędzam minutę z mapą i zapamiętuje: zejście w tym ogólnym kierunku, rzeka po tej stronie, schronisko na wschód.
Liczenie kroków na niepewnym odcinku — stary sposób orientacji, który nadal działa. Sto kroków do przodu, sprawdzam oznakowanie. Jeśli nie widzę znaku — wracam tymi samymi stu krokami. W gęstej mgle to jedyna metoda, która nie pozwala mi odejść za daleko od szlaku bez kontroli.
Mgła nie jest wrogiem. Jest informacją o terenie i warunkach. Zawrócenie w mgle to nie porażka — to decyzja, dzięki której można wrócić w to samo miejsce za tydzień, przy innej pogodzie.


