Jesienne widoki spod Chaty Štefánika na Niżne Tatry
Tatry Słowackie

Chata Štefánika pod Ďumbierem, kiedy schronisko jest zamknięte

Chata M. R. Štefánika pod Ďumbierem w październiku. Schronisko zamknięte na remont, ale panorama Niżnych Tatr została. Relacja z wyjazdu, na którym plan A nie wypalił.

W tym artykule (4)
  1. Jak tam dotrzeć od strony polskiej
  2. Pod Ďumbierem bez schroniska
  3. Widoki na Ďumbier i Chopok
  4. Prowiant na cały dzień

Przyszedłem do Chaty M. R. Štefánika pod Ďumbierem z planem, że zjem kapustnicę i zostanę na noc. Już na podejściu minąłem grupę schodzących Słowaków, którzy na mój widok pokręcili głowami. Chatka zamknięta na remont do końca roku. Na drzwiach stara kartka, po drodze żadnych nowszych informacji.

Plan A wyparował. Zostały mi nogi, plecak z prowiantem i cały październikowy dzień w Niżnych Tatrach bez tłumu.

Jak tam dotrzeć od strony polskiej

Jeżdżę w Niżne Tatry z Bielska-Białej przez Zwardoń i dalej na Słowację. Do Vyšnej Bocy albo do Liptovskiego Mikuláša, w zależności od tego, który wariant szlaku mnie interesuje. Tym razem pojechałem przez Donovaly, przełęcz znaną z ośrodka narciarskiego, a jesienią praktycznie pustą, i dalej przez Bańską Bystrzycę i Brezno do Trangoški w Dolinie Bystrej. Parkowanie po słowackiej stronie nie jest problemem poza sezonem.

Z Trangoški do chaty zielony szlak prowadzi w niecałe dwie godziny, zależnie od tempa i stanu szlaku. W październiku szlak jest mokry od rosy i liści, a na zacienionych podejściach miejscami błotnisty. Wodoodporne buty to podstawa.

Pod Ďumbierem bez schroniska

Chata M. R. Štefánika stoi w siodle pod Ďumbierem, ponad granicą lasu, z widokiem na zachodnią część Niżnych Tatr. Kiedy schronisko jest otwarte, przez cały sezon jest tu dość ruchliwie. Słowacy lubią to miejsce, przyjeżdżają też Czesi. Po sezonie zostają głównie miejscowi i pojedynczy turyści, którzy przyszli tu celowo. Tacy jak ja.

Remont chatki to jedna z tych rzeczy, o których nie pisze się w przewodnikach. Sprawdziłem wieczorem przed wyjazdem informacje na słowackich stronach. Nic aktualnego. Kartka na drzwiach to jedyna informacja w terenie. Nauczyłem się, że przed każdym wyjazdem na słowacką stronę lepiej zadzwonić bezpośrednio do schroniska. Numery są zwykle na stronach samych chat.

Ale wróćmy pod chatę. Bez schroniska jest tu jeszcze spokojniej niż zazwyczaj. Siedziałem na kamieniu przez chyba czterdzieści minut i nikomu to nie przeszkadzało. Ani mnie, ani górze.

Widoki na Ďumbier i Chopok

Spod chaty w czyste październikowe południe dobrze widać Ďumbier (2043 m), najwyższy szczyt Niżnych Tatr, który wznosi się tuż nad nią. Przy dobrej przejrzystości powietrza widzę też dalej na zachodzie masyw Chopoku (2024 m). Zbocza były wtedy złote i pomarańczowe, ze smugami ciemnej zieleni kosodrzewiny w żlebach.

Od wschodu widać Kráľovą hoľę (1946 m), charakterystyczną kopułę z przekaźnikiem na szczycie. To jeden z tych szczytów, które rozpoznaję z daleka, bo w tej części pasma nic nie ma podobnego kształtu.

Prowiant na cały dzień

Zabrałem jedzenie na cały dzień, bo miałem nocować, więc pod tym względem byłem przygotowany. Teraz robię tak zawsze, niezależnie od planów. Termos z herbatą, dwie kanapki, jabłko, orzechy. Tyle wystarczy na dzień w terenie, kiedy nie ma pewności co do schronisk.

Gdybym szukał ciepłego posiłku, zjechałbym w Dolinę Bystrą, gdzie w Trangošce i w Tále działają hotele z restauracjami. Gulasz z dziczyzny kosztuje w takich miejscach około dwunastu, trzynastu euro, bryndzové halušky zwykle osiem do dziesięciu. Po całym dniu w górach to niemały wydatek, ale też nie Kraków w weekend.

Spod chaty zszedłem innym wariantem, grzbietem na zachód pod Chopok i stamtąd w dół do Doliny Bystrej, trochę dłuższym, ale bardziej urozmaiconym. Razem z postojem zajęło to cztery i pół godziny. Do samochodu dotarłem przed zmrokiem, ale przy coraz krótszym październikowym dniu musiałem to policzyć już na wyjściu. W Niżnych Tatrach na tej wysokości ciemno robi się szybciej, niż można by sądzić, bo grzbiety zatrzymują ostatnie światło od zachodu.