W tym artykule (3)
Ludzie mówią o sierpniu w górach tonem, jakim opowiada się o korku na autostradzie: nieuniknionym, denerwującym, czymś, przez co trzeba przebrnąć albo czego lepiej unikać. Znam tych ludzi — są to w połowie moi znajomi i rozumiem, co mają na myśli. Ale sierpień mam w kalendarzu od lat i nie zamierzam go odpuszczać.
Sierpień jest najtrudniejszym miesiącem do chodzenia w góry i jednocześnie — gdy robi się to z głową — jednym z najpiękniejszych. Sprzeczność jest tylko pozorna.
Tłum jest prawdziwy, ale nie wszędzie
Kasprowy Wierch w sierpniową sobotę o dziesiątej rano — tak, to jest tłum. Kolejka przez godzinę, pięciuset ludzi na szczycie, Instagram otwarty przez połowę z nich. Na Rysach podobnie. To są szczyty, które w sierpniu mają tyle turystów, ile mają — i żaden poradnik tego nie zmieni.
Ale Czupel (933 m) w sierpniową sobotę to cztery osoby. Magurka Wilkowicka (909 m) to osiem. Leskowiec (922 m) to może piętnaście. Pilsko (1557 m) w środowy poranek to trzydzieści osób. Roháče w Tatrach Zachodnich to może pięćdziesiąt na cały dzień na grzbiecie. To jest rzeczywistość, która istnieje obok tej sierpniowej reputacji, o której wszyscy mówią.
Tłumy koncentrują się na kilku szlakach. Reszta trwa niezainteresowana.
Godziny, które robią różnicę
Wychodzę o szóstej, siódmej najdalej. W sierpniu oznacza to start w pełnym świetle i wejście na szczyt przed dziesiątą, kiedy większość turystów jeszcze je śniadanie. Przez następne dwie godziny szczyt jest względnie spokojny, a po południu — gdy zbierają się grzmoty — już schodzę. Ten rytm działa prawie zawsze.
Burze w sierpniu są realne. Schodzę poniżej grani przed trzynastą, jeśli niebo zaczyna wyglądać niepewnie — i to jest reguła, od której nie robię wyjątków. Nie dlatego że grzmot mnie straszy, ale dlatego że kilkaset metrów na otwartym grzbiecie przy wyładowaniach to jest decyzja, której nie chcę podejmować w biegu.
Co sierpień ma, czego nie ma żaden inny miesiąc
Lipiec jest piękny, ale łąka alpejska wciąż zielona i świeża. Wrzesień ma kolory, ale jest krótki i w połowie zajmuje go deszcz i poranne przymrozki powyżej 1500 metrów. Sierpień ma pełnię lata w górach: kwitnące arniki na halach, ciepłe noce w schronisku, wieczory przy stole na zewnątrz.
Jest też coś innego. Sierpień to jedyny miesiąc, w którym idę w góry i mam poczucie, że robię to razem z innymi ludźmi, nie zamiast nich. Spotkania na szlaku, wymienione zdania przy schronisku, wspólne milczenie na widokowym punkcie — tego w listopadzie nie ma. I choć szukam ciszy, to nie szukam samotności za wszelką cenę.
Sierpień zostaje w kalendarzu. Po prostu wychodzę skoro świt.


